Wysłane przez Karol_B, dnia 2010-03-12 o godz. 14:57
W środku Gór Świętokrzyskich, 40 km na wschód od Kielc, na szczycie lesistej góry Łysiec klasztor o 1000-letniej tradycji kryje najcenniejszą relikwię, jaka znajduje się na terenie Polski – fragmenty krzyża, na którym umarł Jezus Chrystus- pisze Katarzyna Woynarowska w najnowszej "Niedzieli".
KRZYŻ JAKO DROGOWSKAZ
„Stat crux dum volvitur orbis (krzyż trwa, choć zmienia się świat). Na drogach ludzkich sumień, nieraz tak trudnych i tak bardzo powikłanych, Bóg postawił wielki drogowskaz, który życiu ludzkiemu nadaje kierunek i ostateczny sens.
Jest nim krzyż Pana naszego Jezusa Chrystusa”- Jan Paweł II.
Jak relikwie z Jerozolimy trafiły na Święty Krzyż
Według tradycji, drzewo Krzyża, na którym umarł Jezus Chrystus, pierwsi chrześcijanie natychmiast ukryli. Odnaleźć go miała po trzech wiekach św. Helena – matka cesarza Konstantyna Wielkiego. Podaje się, iż odnaleziony Krzyż rozpoznano po tym, że przez bezpośredni kontakt wskrzeszał umarłych. Pielgrzymi radując się z jego odnalezienia, brali udział w ceremonii podwyższenia drzewa Krzyża, które polegało na podnoszeniu go w czterech miejscach świątyni. Relikwie zrabowali Persowie. Odzyskał je cesarz bizantyjski Herakliusz i osobiście wniósł do Jerozolimy. Pamiątką tego wydarzenia jest obchodzone corocznie 14 września święto Podwyższenia Krzyża Świętego. W czasach wypraw krzyżowych fragmenty Krzyża trafiły do Europy, a jako że uważano je za najcenniejsze wśród wszystkich relikwii, stawały się własnością królów i cesarzy. Jednym z nich był król Węgier Stefan I – późniejszy święty, który podarował 5 części (drzazg) swemu synowi Emerykowi. Podczas wyprawy do Polski, prawdopodobnie królewicz pielgrzymował do grobu św. Wojciecha, Emeryk zabłądził w lesistych górach, nazwanych potem świętokrzyskimi. I tu stara legenda opowiada o spotkaniu z wysłańcem Boga – aniołem, który w zamian za wybawienie królewskiego syna z opresji nakazał pozostawienie w tym górskim odludziu relikwii. Rzecz miała miejsce w 1006 r., co potwierdza data wyryta na stareńkim grobowcu w świętokrzyskim opactwie. Przybyli w dzikie ostępy benedyktyni zapewne nieprzypadkowo wybudowali klasztor w miejscu uznawanym przez pogan za święte. Do dziś pozostał niedaleko klasztoru prasłowiański kamienny krąg.
Ta obecność nie jest obojętna
Obecność relikwii Krzyża, na którym umarł Jezus Chrystus, odcisnęła swoje piętno na dziejach Świętego Krzyża. Nadała temu miejscu specyficzny klimat. Oczywiście, obok wielu wydarzeń dramatycznych był i złoty wiek. Duży klasztor, liczni zakonnicy, olbrzymia biblioteka. I duma benedyktyńska – skryptorium, gdzie powstawały księgi – prawdziwe dzieła sztuki. Wśród nich słynne „Kazania świętokrzyskie”. W sumie siedem tysięcy unikalnych ksiąg. Przybywali tu tłumnie pielgrzymi.
<>< ><> ><>
KŁAMSTWO KATYŃSKIE TRWA
Ze Stanisławem M. Jankowskim – autorem książek o zbrodni katyńskiej -rozmawia Anna Cichobłazińska
ANNA CICHOBŁAZIŃSKA: – Mija 70. rocznica zbrodni katyńskiej. Jakie skutki dla świadomości narodowej Polaków miał mord katyński?
STANISŁAW M. JANKOWSKI: – Wyrosły całe pokolenia Polaków niemających pojęcia o najnowszej historii Polski. Nawet dzisiaj utrudniony jest dostęp do informacji i możliwość przekazania jej opinii publicznej. Wiele dokumentów jest niedostępnych dla polskich historyków w archiwach zachodnich, rosyjskich, białoruskich, ale też, niestety, w polskich. A wszystko zaczyna się nie w Katyniu, lecz o wiele wcześniej, gdy dochodzi do konfliktu między rodzącą się Polską a komunizmem, a więc w roku 1920, kiedy dywizje bolszewickie wkraczające na tereny polskie dokonują wielu mordów na jeńcach polskich. Ta sytuacja powtarza się w 1939 r. Przez całe lata nie wolno było przypominać, jak zostali wymordowani obrońcy Grodna. Nie można było mówić o egzekucjach wykonywanych na polskich oficerach, ustawianych po pięciu lub siedmiu w szeregu, do których strzelano w plecy z działa, by jednym pociskiem zabić wszystkich. O topieniu polskich jeńców, często nie z oddziałów liniowych, lecz gospodarczych. To wszystko było ukrywane przez władze sowieckie i polskie. Tak jak ukrywane były wywózki Polaków na Syberię czy do Kazachstanu po 1939 r., a szczególnie po 1945.
– Wśród ocalonych z Katynia było dwóch księży. Postać ks. prał. Zdzisława Peszkowskiego, kapelana Rodzin Katyńskich, jest znana i przypominana, postać ks. Leona Musielaka jest mniej popularna i mówi się o niej mniej. Z ks. Musielakiem łączyła Pana szczególna przyjaźń...
– Ks. Musielaka poznałem w czasie zbierania materiałów do książki „Powrót do Katynia”. Dowiedziałem się, że w Szczyrku mieszka kapłan, który był w Kozielsku. Zaprzyjaźniliśmy się. Utrzymywaliśmy kontakt aż do śmierci ks. Leona. Jeździłem do niego, pomagając w przygotowywaniu kolejnych wspomnień i książek, w uzyskaniu rekompensaty za lata, które stracił w więzieniach (całe odszkodowanie przeznaczył na książki o zbrodni katyńskiej). Pojechałem z nim do Rosji, do Katynia, w połowie lat 90. XX wieku.
<>< <>< <><
TATO – ten, który steruje łodzią
Agnieszka Bugała
Jeśli rodzina jest wielkim statkiem płynącym po wzburzonym morzu – ojciec stoi na mostku i trzyma ster. Nie może z niego schodzić wtedy, gdy okręt wykonuje najtrudniejszy manewr, skręt w zupełnie nowym kierunku. To on, kapitan, zna współrzędne, zagrożenia i cel wyprawy. Jeśli nie zna – naraża rodzinę na to, że ta utknie na mieliźnie albo roztrzaska się o skały.
Od początku świata bycie ojcem należało do najtrudniejszych za-
dań.
Są sprawy ważniejsze niż Himalaje
Monika od pięciu lat jest żoną. Zaraz po studiach zaczęła pracę, nieźle zarabia. Jej mąż Jacek, uznany fotograf, wciąż w rozjazdach. Chcieliby mieć dziecko, ale przyznają, że to by mogło zmienić ich dotychczasowy tryb życia. Dlatego czekają. Może za dwa, trzy lata? Muszą to zaplanować.
Tomek z Asią zdecydowali się na dziecko trzy lata po ślubie. Ona na jakiś czas zrezygnowała z pracy, jest w domu. Ponieważ mieszkają z rodzicami, jej mama aktywnie uczestniczy w zajmowaniu się dzieckiem. To sprawia, że Tomek przestał się angażować w pomoc przy córce. Wycofał się na bezpieczną, jak mówi, dla mężczyzny pozycję – fotel przed telewizorem.
Pierwszy z nich nie chce zrezygnować z tego, co robi teraz ani podjąć wyzwania. Drugi podjął, ale szybko pozwolił, aby za sterem stanęła żona i teściowa. Obydwaj panowie nie słyszeli o wietrze w żaglach, który niesie statek, ani o smaku przygód, jakie wynikają z bycia tatą.
„Są sprawy ważniejsze niż Himalaje” – pisał w książce pt. „Mój pionowy świat” Jerzy Kukuczka. „15 grudnia odleciała pierwsza grupa. Beze mnie. Są sprawy ważniejsze niż Himalaje. Najważniejsze. W sylwestra urodził nam się syn. Daliśmy mu na imię Maciek”.
Smutny raport o współczesnych sternikach
Kobieta staje z drżeniem przed mężem, który boi się zostać tatą, i pokazuje ciążowy test. Dla młodych małżeństw to często trudna próba miłości. Dla kobiety reakcja męża decyduje o sposobie przeżywania ciąży. Mężczyzna, oświadczając się kobiecie, biorąc ślub, musi wiedzieć, czy chce mieć dziecko i co robić, gdy zostanie ono poczęte, a później narodzi się. To jest dowód na jego odpowiedzialność za okręt, którym wypłynął.