Wysłane przez Karol_B, dnia 2010-01-30 o godz. 18:30
Modlitwa jest naszą bronią: Pielgrzymi, którzy do nas przyjeżdżają, najczęściej zadają banalne pytania: – Czy śpimy w trumnach? Dlaczego wstajemy na modlitwę o 5 rano? Cóż w tym nadzwyczajnego, wielu ludzi wstaje do pracy jeszcze wcześniej. Staramy się przybliżać zainteresowanym nasze życie, ale przedstawienie w słowach naszego charyzmatu, który wyraża się słowami: „Modlitwa i pokuta”, jest trudne. Moją odpowiedzią na pytanie o sens bycia we wspólnocie mniszek dominikanek są słowa: „Wszystko za wszystko” i ten fragment Ewangelii, gdzie kobieta wylała na stopy Jezusa cały flakonik drogocennego olejku. Mogła wylać parę kropel, ale ona dała wszystko.
Redaktorzy "Niedzieli" piszą o powołaniu.
Pisze Anna Wyszyńska:
Kiedyś byłam z dala od Kościoła. Mogę wskazać dokładnie moment graniczny, dzień mojego nawrócenia – 25 września 1976 r., kiedy przypadkiem trafiłam na Mszę św. Wracaliśmy z rajdu górskiego, koleżanki weszły do kościoła, a ja z nimi. W trakcie rajdu obserwowałam pewnego człowieka, który był tak otwarty i dobry, że można było powiedzieć – „naiwnie” dobry. Kiedy w kościele odwróciłam się i zobaczyłam go klęczącego, zatopionego w modlitwie, zrozumiałam, że jest w relacji z Kimś. To był epizod, który poruszył strunę. Poczułam, że muszę uklęknąć, a pierwszą potrzebą było, by zacząć przepraszać. Moją ciemność zalała wtedy światłość.
<>< <>< <><
Prawda o kobietach
Katarzyna Woynarowska
– Pani pięknie wygląda… – powiedziała doktor na komisji lekarskiej – choroby to raczej po pani nie widać…
– Bo ja nie choruję na urodę, pani doktor – odparowała Elżbieta. – Ja mam raka
Siedzimy przy kawie. Siedem amazonek i ja.
– Jedna zasada. Nie dołujemy się. Nie rozmawiamy o chorobach i cierpieniu. Nie wymieniamy się medycznymi informacjami…
– I nie wyglądamy jak sycylijskie wdowy stojące nad grobem… Amazonka to kobieta zadbana i uśmiechnięta…
– Kiedyś dziennikarka przyszła do nas zrobić, jak wy to mówicie? Newsa… Posadziła nas i kazała opowiedzieć o życiu przed chorobą i po… Pokazała to swojemu szefowi… Szef obejrzał i kazał puścić materiał bez cięć. Pewnie pomyślał, że może nasz przykład kogoś pchnie do działania… Bo kobiety nie dbają o siebie.
><> ><> <><
Zima mrozi, nie dowozi, w zaspach tkwi...
Katarzyna Cinzio
Jesteśmy uzależnieni od prądu. Prąd to fundament naszej cywilizacji. Siła napędowa codzienności. W normalnych warunkach prąd po prostu jest – jak powietrze. W normalnych warunkach nie zdajemy sobie sprawy, jak bezbronni jesteśmy bez niego. Nie trzeba bomb atomowych, broni biologicznej czy chemicznej albo wirusów grypy – wystarczy wyłączyć prąd, a nasz świat znika. Tak się stało w czasie największej od lat awarii prądu na Śląsku w styczniu tego roku. 80 tys. ludzi w ciągu kilku chwil odbyło podróż w czasie. Do przeszłości.
Na ratunek
Deszcz zamarza na wszystkim, czego dotknie. Pada w nocy z 8 na 9 stycznia. Potem deszcz przechodzi w mokry, ciężki śnieg. W lasach, w parkach, na skwerach, przed domami drzewa pękają jak zapałki. Czasem dokładnie na pół, czasem przechylone upadają z trzaskiem na ziemię. Przewody elektryczne dotknięte przez gałęzie powodują zwarcie. Zwarcie automatycznie wyłącza fragment sieci. W miastach takie uszkodzenia wychwytuje się dość szybko. Gorzej na wsiach, gdzie kilometry sieci biegną w lasach, w polach. Wtedy niełatwo odnaleźć miejsce uszkodzenia. Najtrudniej jest w okolicach Częstochowy i na południe od niej. Zlodowaciał rejon zawierciański, myszkowski. We wsiach Czatachowa czy Niegowa ludzie muszą sobie radzić bez prądu już ponad dwa tygodnie.
><> ><> ><>
Czy trąd jeszcze istnieje?
Anna Sułkowska
Takie pytanie zadał pewien ksiądz w dniu kanonizacji św. Damiana w Rzymie.
Byłam tam wraz z dr Heleną Pyz, od dwudziestu lat posługującą trędowatym w Indiach
Św. Damian nie szukał trędowatych. Pragnął być misjonarzem. Poszedł dobrowolnie tam, gdzie wzywał go Pan, i swoją misję wypełniał z niebywałą gorliwością. Świat usłyszał o losie trędowatych, wykluczanych ze społeczeństwa, oddzielanych od rodzin i przeznaczonych na powolne umieranie. Wśród trędowatych żył 16 lat, z czego 6 lat zarażony trądem. Urodzony 10 lat później bł. o. Jan Beyzym był zafascynowany historią ofiarnego Flamanda. Usilnie prosił swoich przełożonych, aby pozwolili mu pojechać do tych najuboższych. Na Madagaskar dotarł w wieku 49 lat – miał tyle lat, ile o. Damian, gdy umierał. Założył szpital, zbudował kościół, żył i mieszkał z trędowatymi 13 lat.